opole.oaza.pl

katecheza wygłoszona do wspólnoty DK na RDW w Winowie

przez o. Marka Janowskiego SJ

19 listopada 2011r.

Tytułem wstępu

Kiedy mówimy o tym, by słuchać Pana w kościele, to musimy uświadomić sobie jedną, bardzo istotną rzecz; kościołem my jesteśmy a Pan pośród nas przebywa i działa w mocy swojego Ducha. Niby jest to całkiem oczywiste, a jednak często prawda ta nam umyka, tak że kiedy słyszymy słowo „kościół" od razu niejako automatycznie przychodzi nam na myśl że kościół to biskupi, księża i gdzieś tam daleko w Rzymie papież. W ten sposób stawiamy siebie niejako „na zewnątrz", w pozycji zdystansowanych obserwatorów. Tymczasem Sobór watykański 2 w konstytucji dogmatycznej o kościele „Lumen Gentium" stwierdza: w każdym wprawdzie czasie i w każdym narodzie miły jest Bogu, ktokolwiek się Go lęka i postępuje sprawiedliwie (por. Dz 10,35), podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył(KK 9).

Kościół zatem, to lud Boży, zgromadzenie wiernych, tzn. „wierzących wzywających imienia Pana i oczekujących Jego powrotu". Taka świadomość dla wielu jest przerażająca bo oznacza konieczność identyfikacji z Kościołem, przejęcia się jego losem. Skoro w kościele, każdy z nas funkcjonuje jak komórka w organizmie, to nikt nie może postawić siebie poza organizmem bez konsekwencji dla całego organizmu. Dobrze mówi o tym św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian (1 Kor 12, 13-22. 24-26) , kiedy porównuje kościół do żywego organizmu, gdzie każdy pełni niezastąpioną, określoną przez Stwórcę funkcję. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne członki. Jeśliby noga powiedziała: «Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała» – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: «Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała» – czyż nie należałoby do ciała? ... Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył [różne] członki, rozmieszczając każdy z nich w ciele.

Tylko wtedy, kiedy czuję się częścią organizmu kościoła, mogę w pełni uczestniczyć w radości Kościoła, która jest zawsze radością Chrystusa zmartwychwstałego. Nie mogę radości Chrystusa zmartwychwstałego doświadczyć w pełni, jeśli nie jestem w kościele. Przykładem jest św. Tomasz, który nie był ze wszystkimi kiedy przyszedł Pan i dlatego nie wierzył i nie rozumiał ich radości. Dopiero wtedy, kiedy był ze wszystkimi i kiedy Pan przyszedł powtórnie, mógł w zachwycie wyznać „Pan mój i Bóg mój".

Radość zmartwychwstałego Pana manifestowana i doświadczana jest nie inaczej jak we wspólnocie. To dlatego po zmartwychwstaniu Jezus powie do Marii Magdaleny, nie dotykaj mnie ale idź do moich braci, idź do wspólnoty. Niedawno rozmawiałem z moim przyjacielem, którego córka dostała się w tym roku na medycynę. Jakiż on był szczęśliwy z tego powodu. „Moja córka, moja Kasia dostała się na medycynę i to na uniwersytet Jagielloński". Radość jego Kasi była literalnie jego radością, dlatego, że należeli do jednej rodziny, że tworzyli więź; wspólnotę, gdzie każdy troszczy się o siebie, cieszy ze swoich sukcesów i smuci ze swoich porażek. Gdyby mu ktoś powiedział, że syn sąsiada dostał się na medycynę, pewnie kurtuazyjnie by pogratulował, ale nie uczestniczyłby w tej radości w pełni.

Wiele osób nie doświadcza dziś radości Zmartwychwstałego Pana w kościele, gdyż się z kościołem nie identyfikuje. Wiele osób dziś chodzi do kościoła ale w kościele nie jest. Dla wielu niestety ich więź z kościołem kończy się w momencie wyjścia z kościoła po mszy niedzielnej. Tylko ci, którzy czują się częścią kościoła mogą być w nim twórczo obecni. Wtedy mogą powiedzieć „to jest mój kościół" i cieszyć się z jego sukcesów ale także płakać z powodu jego połamań i słabości.

Pamiętam jako student teologii, mogłem słuchać wykładów bardzo różnych osób: kapłanów i świeckich, którzy używając krytycznego warsztatu próbowali przedstawiać bosko-ludzką rzeczywistość kościoła. Nie zapomnę wykładów pewnego karmelity. Kiedy mówił o Bożej miłości w kościele, o świętych, którzy naśladowali Pana, uśmiechał się serdecznie, kiedy zaś dotykał słabości i grzechu ludzi kościoła płakał. Łzy płynęły mu po policzku a my jako studenci widzieliśmy to i byliśmy zbudowani jego miłością do kościoła. Ten człowiek doświadczał prawdziwej radości z dobra w kościele ale także głębokiego bólu ze zła, które jest w nim obecne. On był w pełni z kościołem utożsamiony. Kiedy Ignacy z Loyoli mówi o czuciu z kościołem – „sentire cum Ecclesia", to właśnie taką postawę ma na myśli. Wspólnie z moimi braćmi kościół tworzę, beze mnie – zanurzonego przez chrzest w Chrystusa, kościół nie był by już taki sam.

Mając na uwadze tę prawdę spróbujmy teraz spojrzeć na nasz temat niejako w trzech odsłonach. Temat jest tak sformułowany, że od razu można dostrzec trzy fundamentalne jego części. Najpierw przyjrzymy się słuchaniu, potem spojrzymy na Pana, którego słuchamy i wreszcie na kościół w którym On najmocniej działa i objawia siebie.

Słuchać w ogóle

Żyjemy w świecie w którym przepływ informacji dokonuje się z niesłychaną prędkością. W krótkim czasie możemy przesłać informacje sms-ową, wysłać maila czy nawet wziąć udział w konferencji on-line. Dziś ludzie naprawdę nie muszą się spotykać by wymieniać informacje i całkiem nieźle w społeczeństwie globalnym funkcjonować. Mam kolegę, który pracuje z komputerem w domu i całkiem nieźle zarabia. Nie musi wychodzić z domu, podbijać karty pracy, ma nieokreślony czas pracy i żyje na bardzo przyzwoitym poziomie materialnym. Kiedyś by przekazać informację, trzeba było pójść, zapukać do drzwi, spojrzeć w oczy swemu rozmówcy i obwieścić wiadomość.

Paradoksalnie w świecie informatycznie zaawansowanym ludzie nie umieją słuchać ale bardzo chcą być wysłuchani. Świat w którym żyjemy jest nastawiony na przekazywanie i na zdobywanie informacji, nie chce tracić czasu na słuchanie. Dziś Informacja jest ważniejsza od mądrości. Informację wystarczy przeczytać, mądrość zaś rodzi się z aktywnego słuchania sercem, z posłuszeństwa Słowu. Samo słowo „słuchać" ma coś wspólnego z posłuszeństwem. Dlatego, kiedy Bóg daje przykazania, mówi najpierw „Słuchaj Izraelu". Chodzi tutaj nie tylko o to by usłyszeć ale i sercem przyjąć Boże Prawo jako zbawienne dla mnie.

Dzisiejszy świat jest w informatycznej matni nakręcanej przez pragmatyczne podejście do świata. Pragmatyzm jest wielką pokusą w życiu duchowym bo ukierunkowuje na branie, na interesowność, na zdobywanie. Tymczasem świat duchowy kieruje się zupełnie innymi kategoriami myślowymi. Tutaj wszystko jest darem, tutaj niczego nie da się wymusić, przyspieszyć. Aby przyjąć dar trzeba mieć w sobie postawę pokory, która rodzi wdzięczność, trzeba zgiąć kolana przed dawcą daru. Tym bardziej, że dawcą daru jest sam Bóg. To zginanie kolan, jak mówi Benedykt XVI w katechezie z 11 maja 2011: nie ma nic wspólnego z sytuacją nędzy i zniewolenia ale z gestem w którym wyrażam spontanicznie, swoje ograniczenie a więc moją potrzebę Innego. Mówię mu, że jestem słaby, potrzebuję pomocy, że jestem „grzesznikiem". W tym geście wyrażam prawdę o sobie, o mojej zależności od Stwórcy od którego pochodzi moje istnienie i w którym znajduję ostateczne spełnienie moich najgłębszych pragnień.

Biblijnie więc, każde słuchanie ma prowadzić do spotkania. Jeśli słuchasz tak, że nie spotykasz Boga, to znaczy, że źle słuchasz. Dlatego Pan powie w Ewangelii Łukasza 8:18, Uważajcie jak słuchacie gdyż temu kto ma będzie dodane, temu zaś, który nie ma, zostanie odebrane nawet to, co sądzi, że ma. Jeśli słuchasz dobrze – zyskujesz, jeśli źle słuchasz – tracisz. Od tego jak słuchamy zależy to, kim będziemy. Aktywne słuchanie rozwija; dodaje nową jakość do naszego sposobu istnienia.

Podobnie można powiedzieć jest w relacji między-ludzkiej. Jeśli słuchając nie spotykasz człowieka, tzn. źle słuchasz. Był taki czas w historii Izraela, mówi księga Samuela „kiedy rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste" (1Sam:1). Dlatego, kiedy Bóg przemówił do Samuela, ten nie wiedział skąd te słowa pochodzą. Pan mówi do niego „Samuelu, Samuelu" a on biegnie do Hellego myśląc, że to kapłan Helli go woła. Podobnie w naszym życiu, rzadko jesteśmy ukierunkowani na Pana. Pan mówi do nas a my uciekamy do naszych spraw, codziennych zmartwień i problemów. Dopiero wtedy, kiedy Samuel odpowiada „oto jestem" następuje moment spotkania. Bóg tylko wtedy wchodzi w relację z Samulem, kiedy Samuel jest, przed Bogiem i dla Boga.

W naszych relacjach bardzo często nie jesteśmy cali przed sobą i dla siebie. Dlatego się rozmijamy. Udany dialog małżeński może mieć miejsce wtedy, kiedy małżonkowie są na siebie ukierunkowani, dla siebie i przed sobą całkowicie (w prawdzie) obecni - jak Samuel przed Bogiem. „Mów Panie, twój sługa słucha". Samuel zamienia się w słuch i gotów jest przyjąć każde słowo, które Pan do niego wypowie. Miłość bliźniego cierpi najbardziej na tym – powie Franz Jalics - że wzajemnie siebie nie słuchamy i że pod wpływem presji wyniku poświęcamy sobie mało uwagi(Rekolekcje Kontemplatywne).

Słuchać aktywnie nie oznacza tylko usłyszeć słowa bliźniego, ale przyjąć jego sprawę, być przy nim empatycznie obecny tak, aby poczuł on się całkowicie zrozumiany i akceptowany. Niestety takie słuchanie nie jest łatwe. Np. gdy ktoś opowiada nam o swoim problemie, rzadko jesteśmy gotowi by wysłuchać do końca, zaraz pod wpływem presji wyniku przechodzimy do konkretnych rad. Tymczasem rozmówcy wcale nie chodzi o gotowe rady ale o odrobinę przestrzeni, gdzie mógłby poczuć się bezpiecznie i wypowiedzieć swój żal. Tak rozmawia ze swoimi uczniami w drodze do Emaus Pan. Najpierw zadaje im pytanie a potem zamienia się w słuch, pozwalając im do końca wypowiedzieć swój żal, rozczarowania i zawiedzione nadzieje. W tym procesie słuchania uczniów Jezus wytrzymuje wewnętrzną presję, która każe od razu przejść do rzeczy; zachowuje wewnętrzny spokój i odwagę – nie boi się tego, co usłyszy.

Bogu zależy na tym aby się z nami spotkać. Jemu nigdy nie chodzi o to, by przekazać informację. Bóg nie jest pragmatystą, Bóg jest Miłością, która pragnie wzajemności.

Słuchać Pana

Jako osoby wierzące chcemy słuchać Pana. „Mów Panie, bo sługa twój słucha". Chcemy słuchać Pana bo wierzymy, że On naprawdę ma w sobie słowa życia wiecznego. Za tym życiem tęsknimy i to życie chcemy w sobie mieć. To Boże życie rodzi się w nas ze słuchania i jest ono zawsze wprost proporcjonalne do stopnia naszej wiary w miłość jaką Bóg ma wobec nas w swoim synu Jezusie. Św. Paweł powie, „wiara rodzi się ze słuchania". W Ewangelii często widzimy tłumy ludzi, którzy idą za Jezusem by go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swoich chorób (Łk6). Najpierw idą by słuchać a potem znaleźć uzdrowienie ze swoich chorób. Nikt jeszcze w Izraelu nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia – mówią żołnierze wysłani przez faryzeuszów i uczonych w prawie by pojmać Jezusa. Jezus ma w sobie słowo życia, gdyż sam jest odwiecznym słowem Ojca.

Dużym wyzwaniem dla chrześcijanina jest przyjęcie Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Oznacza to powierzenie Jezusowi siebie całego, nie tylko niektórych obszarów swego życia. Problem polega na tym, że my często oddajemy Bogu tylko coś, nad resztą chcemy sami sprawować kontrolę. Dlatego trudno nam być ewangelicznie radykalnymi. Radykalnym ewangelicznie mogę być tylko wtedy, kiedy składam swoje życie w ręce Jezusa. Wtedy mogę powiedzieć za św. Pawłem wszystko mogę w tym, który mnie umacnia (Flp4:13). Paweł mógł tak powiedzieć dlatego, że powierzył siebie całkowicie Jezusowi. Teraz już nie ja żyję ale żyje we mnie Chrystus (Ga2:20). Jeśli cały powierzam się Jezusowi, to nie mam już nic do stracenia – bo przecież już wszystko oddałem Panu. Jeśli się ciągle boję, że coś stracę, to znaczy, że do końca jeszcze wszystkiego Bogu nie oddałem.

Ten, który wzywa mnie bym Go słuchał i mu zaufał jest Panem – Kyrios. Jemu zostało wszystko poddane, i moce i panowania i zwierzchności. Jezus nie jest tylko jednym z wielu cudotwórców, guru, myślicieli. On jest tym, który dzierży władzę nad życiem i śmiercią. Mam moc aby oddać życie i moc aby je na nowo odzyskać (J10:18). Nikt jeszcze w historii ludzkości nie powiedział tak o sobie; żaden myśliciel, żaden guru. Jeśli więc słyszymy takie słowa to możemy pomyśleć o tym, kto je wypowiada, że jest albo totalnym szaleńcem albo rzeczywiście Panem panów i królem królów, któremu chwała i panowanie na wieki wieków (Ap5;19). Słuchamy więc tego, który nie jest jednym z wielu ale, który jest jedyny.

W Kościele

Ten Pan, za którym idziemy przemawia z mocą przez słowo w Kościele o którym powiedział, że bramy piekielne go nie przemogą. Kościół ma niezwykłą genezę, gdyż zrodził się z wnętrza Jezusa, z Jego serca przebitego włócznią. Nie został ustanowiony na podstawie, umowy, dekretu, kompromisu jak większość społecznych organizacji ale powołany został do istnienia wprost z serca Zbawiciela. Kościół jest zatem częścią Chrystusa i to częścią najbardziej intymną, bo płynącą wprost z Jego serca. Dlatego bramy piekielne go nie przemogą, bo musiały by przemóc Chrystusa a to jest niemożliwe. Przypomina nam o tym św. Piotr, kiedy mówi Bóg wskrzesił Go (Chrystusa), zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim (Dz 2, 22-24). Skoro Kościół jest częścią Chrystusa, to w swej najgłębszej istocie pozostaje tajemnicą. Jak mówi De Lubac w medytacjach o kościele:

Kościół jest tajemnicą, „jest on dla nas w pewnym sensie miejscem wszystkich tajemnic. A Tajemnica wyklucza pytania podyktowane ciekawością. W tajemnicę wierzy się pośród ciemności. Tajemnice rozważa się w ciszy".

Nie sposób go (kościoła) zgłębić, można co najwyżej dotknąć wielkiego strumienia dwudziestu wieków. Wytrysnął Kościół z przebitego boku Chrystusa na Kalwarii, zahartował się w ogniu Zesłania Ducha Świętego, sunie niepowstrzymanie przed siebie jak rzeka i ogień. Porywa w biegu każdego we właściwym dla niego czasie, by wytoczyć nowe fontanny wody żywej i zapalić nowy płomień.

Ten Kościół, który jest boski u swoich źródeł, nie pozostaje być także ludzkim w swoim oddziaływaniu. Kościół nie został ustanowiony dla bogów ale dla ludzi, naznaczonych słabością i grzechem. Pan mówi w kościele do wybranych ale zawsze z myślą o wszystkich. Na tym osadza się katolickość, czyli powszechność kościoła; Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! ( Mk 16, 15)

Kościół jest powszechny, tzn. katolicki - pisze De Lubac- nie tylko dziś, dlatego że rozpowszechnił się po całej ziemi i posiada licznych wyznawców. „Katolicki" był już w dniu Zielonych Świąt, gdy wszyscy jego członkowie mieścili się w niewielkiej izbie wieczernika. Był nim, gdy zdawało się, że zalewają go całkowicie fale arianizmu, i byłby nim nawet jutro, gdyby zbiorowe odstępstwa pozbawiły go wszystkich niemal wiernych (Katolicyzm).

To rozważanie tajemnicy Kościoła pozwala uchronić się przed pokusą subiektywizmu. Subiektywizm jest charakterystyczną cechą ateistycznego humanizmu i grozi nam zawsze tam, gdzie siebie stawiamy w centrum a przestajemy wpatrywać się w tajemnicę Boga. Dziś, człowiek tak bardzo siebie postawił w centrum, że nie wie dokąd iść, nie ma już pewników na których mógłby oprzeć swoja wątpiącą naturę. Stąd dziś tyle chaosu i zamieszania. Człowiek pogubił się w tym świecie. Ten świat zaczyna go przerażać i paraliżować. Nie ma on odniesienia do Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Subiektywizm znosi tajemnicę bo nie odnosi do niczego poza człowiekiem. Tym samym człowiek nie jest w stanie spojrzeć na kościół jako tajemnicę.

Jeśli przestajemy kontemplować tajemnice kościoła grozi nam niebezpieczeństwo zbyt „naturalnego" sposobu myślenia. „Sprawia on, że Kościół wydaje się być organizmem zbudowanym na ludzkich zasadach, posiadającym ludzkie cele, lub też przedstawia się go za pomocą ludzkich analogii, zamiast kontemplować go takim, jakim stworzył go Bóg, w tajemnicy jego nadprzyrodzonego bytu (Medytacje o Kościele).

Liczne nasze słabości mogą być i są przedmiotem zgorszenia w Kościele. Pan o tym wiedział, kiedy mówił niepodobna żeby nie przyszły zgorszenia (Łk17:1). Jednak wierna miłość Chrystusa powinna być dla nas umocnieniem:

Człowiek może nie dotrzymać zobowiązań wobec Ducha Świętego: Duch Świety nigdy nie uczyni tego w stosunku do kościoła. Nawet najgorsze nasze niewierności nie oddzielą nigdy kościoła od Bożej miłości, która jest w Jezusie Chrystusie. Przez swoje świadectwo, jak i przez niezbywalne prawa na zawsze pozostanie on Sakramentem Jezusa Chrystusa i zawsze będzie uobecniał nam Go w prawdzie. Za pośrednictwem najlepszych swoich dzieci będzie zawsze odzwierciedlał Jego chwałę. Kiedy wydaje nam się, że Kościół zaczyna zdradzać objawy zmęczenia, niewidoczne dla oka kiełkowanie przygotowuje mu nową wiosnę i mimo piętrzonych przez nas przeszkód zawsze rodzić się będą święci (Medytacje, VII).

Pytania do refleksji:

1. Czym jest dla mnie Kościół? Jaki jest mój stopień identyfikacji z Kościołem? Co mnie cieszy w Kościele a co zasmuca?

2. Na ile będąc w domowym kościele czuję się częścią kościoła powszechnego, co oznacza dla mnie czuć z kościołem? (sentire cum Ecclesia).

3. Czy przyjąłem i przyjmuję Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela? Co to dla mnie osobiście oznacza?

4. Spróbuje przypomnieć sobie moment w moim życiu, kiedy zostałem wysłuchany przez kogoś i przyjęty takim jakim jestem. Jak się wtedy czułem?

5. Spróbuje przypomnieć sobie kogoś, kogo wysłuchałem, poświęcając mu swój czas i uwagę. Jakie uczucia mi wtedy towarzyszyły?

Piosenka Roku 2015-2016

Odwiedza nas 29 gości oraz 0 użytkowników.